RSS
wtorek, 17 listopada 2015

Jutro urodziny syna. Dwa tygodnie naprzód i w zeszłym tygodniu dopytywałam czy chce zaprosić kolegów na poczęstunek. Odpowiedź była negatywna. Wczoraj po powrocie z pracy (po 23-ciej) zauważyłam na stole nieudane, pomazane zaproszenia... Domyśliłam się, że jednak ktoś nas odwiedzi, szkoda jednak, że moje dziecko nie pomyślało żeby mnie uprzedzić. Teraz wszystko na łapu-capu... No cóż...
Druga sprawa odnośnie dorosłego mężczyzny.
Spotykamy się od trzech miesięcy, rzekomo jest to coś ważnego. Mówi, że kocha, że chce być razem, że myśli o wspólnym mieszkaniu jednak wydaje mi się, że to tylko słowa. Spotykamy się wieczorami, bo tylko wtedy jest na to czas. Rozmawiamy niewiele, a jeśli już to więcej o mnie niż o nim. Kiedy dopytuję o to co robił lub gdzie był np. w weekend kwituje "poproszę inny zestaw pytań"... Dziwi się później, że jestem niezadowolona i nie mam nastroju... Ciągłe domysły zabijają nawet najlepsze relacje, myślę, że każdy to przyzna.
Może za wiele wymagam? Może zbyt krótko się znamy by myśleć o wspólnym mieszkaniu, jednak wiele by to ułatwiło... Nie jesteśmy dziećmi, nastolatkami, znamy życie... Dlaczego mam płacić za winy, grzechy moich poprzedniczek w ten właśnie sposób? Cały czas mam zadowalać się jego obecnością przez godzinkę lub dwie 2-3 razy w tygodniu, a zdarza się, że rzadziej...? Nie mówię już o weekendach, które spędzamy osobno bo np. ja pracuję, albo on ma dziecko u siebie, albo wyjeżdża gdzieś... Takie "nocne" spotkania kojarzą mi się z czymś zakazanym... A chciałabym żeby tak nie było. Powiedziałam o tym podczas ostatniej rozmowy... - otrzymałam odpowiedź "potrzebuję czasu"...
Czekam więc...

08:25, nietuzinkowa0
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 września 2015

Co by nie było zbyt optymistycznie... ;) Znów "czarny wpis"... - do tego właśnie założyłam elektroniczny pamiętnik. By móc z siebie wyrzucić to czego nie zrobię, nie powiem w rzeczywistości, a co męczy od środka...zatruwa...
Do rzeczy...
Kolejny niewypał, tym razem bardziej kontrolowany i mniej bolesny...
Miało być już kolorowo, tak przynajmniej się zapowiadało - a tu voila! ... niespodzianka!
Była kobieta mężczyzny, z którym się spotykam/spotykałam(?) oznajmiła, że zostawia jemu ich 4-letnie dziecko pod opieką, bo ona wyjeżdża zagranicę; nie w grudniu jak wcześniej informowała, a na początku października. W związku z czym ON musi wrócić do ich wspólnego mieszkania by zająć się dzieckiem. Niby nie ma w tym nic dziwnego. Jednak to kolejny powrót... Nie mam zamiaru być z kimś na doczepkę. Szkoda, że niektórzy nie potrafią zdobyć się na prawdomówność jeśli rzeczywiście chcą nowego związku.


12:02, nietuzinkowa0
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 sierpnia 2015

Od 29 lipca 2015 r. mama w domu. Rehabilitacją i higieną osobistą póki co zajmuję się ja... przed bądź po pracy. 
Brakuje mi motywacji... Brakuje mi wsparcia... mężczyzny... 
Znów wszystko wykonuję jak zaprogramowany robot...
Czy ja kiedyś naprawdę odpocznę????

00:13, nietuzinkowa0
Link Komentarze (2) »
środa, 15 kwietnia 2015

Mama 31 maja 2015 r. doznała udaru mózgu, od 02 kwietnia 2015 r. hospitalizowana... Szpital - praca - dom, szpital...

01:20, nietuzinkowa0
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 marca 2015

Życzenia złożył mi tylko ojciec... Czuję się jakbym nie istniała... Nawet rodzeństwa nie stać na proste "dużo uśmiechu w dniu kobiet"? Bo nie mówię o byłych... Syn też nie pamięta, że mama to kobieta... trudno. Muszę widocznie nauczyć się żyć jako NIEWIDZIALNA...

20:17, nietuzinkowa0
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 marca 2015

Potrzebuję bodźca... Czuję, że się wypalam, zapadam... Nawet dzieci mi mówią, że ciągle narzekam :(:(:( 
Jednego dnia mam plany co zrobię następnego i... budzę się rano z bólem głowy, niechęcią do wszystkiego :( nie widzę sensu wstawania wcześniej rano, bo dlaczego skoro mam dzień wolny... sama już nie mogę poradzić sobie ze sobą... wiem, że muszę coś ważnego załatwić, zrobić ale jakaś siła mnie powstrzymuje... wszystko mnie irytuje... może za dużo wymagam od siebie i jest to ponad moje siły? A może jestem po prostu leniwa, wygodna????????????? Powinnam się cieszyć, że jestem w miarę zdrowa, że dzieci zdrowe, że mam pracę, że daję radę sama utrzymać moją rodzinę w wynajętym mieszkaniu, a jednak marudzę, chodzę smętna... że wszystko ja, że sama...
Być z kimś? Czuć, ze komuś na mnie zależy i na dzieciach...? Próbowałam: z jednym nie wyszło, nie interesowało go nic co dotyczyło dzieci... z drugim podobnie, w dzień ok, choć palił i lubił sobie czasem "dać w palnik" kolokwialnie mówiąc, przymykałam na to oczy, ale w nocy...to już było ponad moje siły, nie wysypiałam się przez jego chrapanie, nie pomagało budzenie i prośby o zmienienie pozycji spania... często wybudzałam się i nie mogłam już zasnąć a do pracy trzeba wstać i jeszcze mieć bystry umysł... jest jeszcze jeden, z którym mam rzadki kontakt i myślę czasem, że może z nim...? On by chciał...też jest po przejściach, ma czwórkę dzieci, które sam wychowuje tylko jak to zgrać kiedy mieszka kilkadziesiąt km od nas. Znów zmieniać adres, szkoły, pracę??? I skąd pewność, że tak będzie dobrze? Czy ja jestem jakaś inna, a może jestem chora psychicznie? Zbyt wiele chcę? Niby rodzina podziwia mnie za to, że daję radę sama... ale na tym kończy się ich udział w naszym życiu. Nikt nas nawet nie odwiedza... Mam każdemu pisemne zaproszenie wysyłać??? Przecież to śmieszne... :( Kiedyś, jak mieszkałam na wsi wytłumaczeniem była odległość, parę km pieszo trzeba było iść przez las... ok, rozumiałam... a teraz znów, że wysoko, bo 4 piętro... O co tu chodzi??? Jak mogę pomagam wszystkim, a potem okazuje się, że mnie nikt nie może choćby odwiedzić bo to czy tamto, mało tego, jeśli pożyczam pieniądze muszę latami czekać na zwrot albo wcale się nie doczekałam... Szkoda słów. Czy warto w takim razie pomagać? Wspieram teraz już tylko rodziców już nie finansowo a żywnością, bo uważam, ze to praktyczniejsze, wiem, że nie pójdą pieniążki na co innego. Rodzeństwo jest zdrowe, pracują, mają pełne rodziny...a jednak czasem to ja wspierałam ich, a nie na odwrót... Dlaczego tak to wygląda? Czy ja za wiele oczekuję? Choćby trochę wdzięczności, słowa dziękuję i zainteresowania co u mnie... Chyba jednak za wiele... To po co pomagać, po co odwiedzać, po co utrzymywać z takimi ludźmi bliższy kontakt (choć rodzina)? Jak żyć bez bliskich osób? Jak żyć samej, i skąd czerpać optymizm? Dzieci dorastają, coraz więcej problemów, pretensji, ze odeszłam od ich taty... Tłumaczenia już niewiele dają. Czasem mam dość już wszystkiego...

10:13, nietuzinkowa0
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 lutego 2015

Boję się... Tęsknię za dawnym życiem, boję się rozpocząć nowe... Trudno to wyjaśnić, ale wciąż kocham G. Czasem myślę by zadzwonić do niego i zapytać, czy może jeszcze raz spróbujemy... Ale później dochodzą do mnie realia, że przecież jest zakochany w nowej pani, że ma mnie za nic - bo jakby nie było nie kontaktuje się bezpośrednio ze mną, tylko z dziecmi wszystko ustala, mnie skrzętnie w tym wszystkim pomijając... Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Myślałam, że po 3 latach zapomnę... A tymczasem są dni kiedy myślę, ze najlepiej byłoby wrócić... tylko, że to już nie będzie to samo... Coś umarło bezpowrotnie... A może nie?


Boję się nowego... Nowych ludzi...ich opinii o mnie, tego, że nie pasuję do ich świata rodzinnego... Czuję się osamotniona pomimo, że mam wokół siebie ludzi, którzy chcą być przy mnie, a ja ich trzymam na dystans, izoluję się... Mam tu na myśli P. i jego rodzinę - jest troskliwy, znosi moje humory, pomaga... A mnie trudno nawet powiedzieć dziękuję... bo boję się, że będzie zadowolony, że sprawił mi radość, a tym samym będzie chciał dalej tak postępować...chcąc zyskać moje uczucie... Jesteśmy bardzo różni, nie wiem dlaczego ta znajomość się rozwinęła do tego stopnia, że bywa u nas coraz częściej. Jego rodzina dopytuje się o mnie, a ja czuję się tym przytłoczona... Niby chcę być szczęśliwa, ale coś mnie blokuje... Sama siebie nie rozumiem...

09:41, nietuzinkowa0
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 lutego 2015

Wciąż tęsknię... Za J. i chyba za G. też... Za dawnym życiem...

Nie umiem się zrelaksować, wciąż jestem spięta... Niedługo mam urlop i już się martwię, że nie wypocznę tak jakbym chciała...bo co z dziećmi? Urlop zaraz po feriach... :( Nawet nie mam szans na samotny wyjazd choćby na weekend... a marzy mi się weekend w SPA... Muszę coś wymyślić.

Potrzebuję wyciszenia... 

19:16, nietuzinkowa0
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 stycznia 2015

Znów ból się nasilił, trudno mi złapać oddech... A lekarstw nie mogę wziąć na dzień... :( Jutro muszę koniecznie udać się do lekarza, niech w końcu ktoś mi pomoże, bo na samych lekach, i to takich po których nie jestem zdolna do pracy, nie ujadę daleko... 
Nie mam siły, chęci by ruszyć się rano z łóżka, wszystko wydaje się bezcelowe, gdyby nie dzieci to nie wiem co by się ze mną stało... One są moją siłą, mobilizacją, dzięki nim wstaję choć czuję potworny opór, idę do pracy, zmuszam się do logicznego myślenia, ale trudno mi się skupić...
Urlop - prosiłam szefową o wolne, ale widzę, że albo nie mam zaległego, albo po prostu planuje dać mi go jako ostatniej... może na ferie? Mam taką cichą nadzieję, że tak właśnie będzie.
B. odezwał się, że w tym tyg. się spotkamy - mhm... zobaczymy co pokaże życie. Nie ukrywam, że jestem podekscytowana tą myślą, ale jednocześnie boję się, że to ponad moje siły... 
Z jednej strony myślę o zerwaniu z dotychczasowym życiem i rozpoczęcie go z nim, ale czy to nie jest zbyt naiwne? ;) Z drugiej strony wiem, że to marzenia, i że to byłoby najlepsze wyjście...choć mało realne (tak, wiem o tym...) Każdy chyba sobie o czymś marzy, a rzeczywistość wiadomo jaka jest, szara i przytłaczająca obowiązkami i odpowiedzialnością...
No nic, pora ruszyć się do pracy...
Przynajmniej tam jakoś nie myślę zbytnio o problemach... 

11:52, nietuzinkowa0
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 stycznia 2015

Jak dotrzeć do nastolatki, która "tnie" sobie nadgarstki...? Niezbyt mocno, bo pewnie ja to bolało, ale to już sygnał, że jest źle, a nie chce ze mną rozmawiać... Najpierw idę porozmawiać z jej wychowawcą, a jednocześnie trenerem... Potem pedagog szkolny choć nie mam przekonania do tej kobiety, do jej kompetencji... W ostateczności pozostaje psycholog. Ograniczanie kontaktu z rówieśnikami nie ma sensu, bo i tak nie mam mozliwości wyegzekwowania tego pracując... Świat szaleje, co to za moda na "fejm"? Nie tniesz się to jesteś nikim???? O co tu chodzi?  Nie takie wartosci dziecku przekazuję... :( Jestem zaszokowana... 

10:26, nietuzinkowa0
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9